Są takie miejsca, w których człowiek od razu zaczyna oddychać trochę inaczej. Wolniej. Głębiej. Jakby wraz z przekroczeniem pewnej granicy zostawiał za sobą pośpiech, hałas i wszystko to, co na co dzień tak bardzo zajmuje głowę.

Dla mnie Łemkowszczyzna jest właśnie takim miejscem.

Łemkowszczyzna – cisza, natura i Beskid Niski

Beskid Niski zachwyca nie spektakularnymi szczytami, ale spokojem. Rozległymi łąkami, łagodnymi zboczami, lasami i dolinami, przez które prowadzą niemal puste drogi. Są tutaj miejsca, gdzie można długo nie spotkać żadnego człowieka. Przemierzając te bezdroża z Maćkiem na rowerach, dotarliśmy do górskiej, ukwieconej łąki, żyjącej swoim życiem. Wokół głucha cisza, a na tej łące, feeria dźwięków. Bzyczenie, cykanie, szum wiatru, wszystko zalane ciepłym, późnym, popołudniowym słońcem. Uśmiechnęłam się do siebie i poczułam, jak mi tutaj dobrze.  Zamieniłam greckie cykady, które jeszcze wyraźnie grały w moim sercu, na beskidzkie świerszcze. Cisza wokół i spokój w moje głowie dodatkowo wzmacniały głośność tych dźwięków natury. Bardzo ciekawa obserwacja.

 

Konie huculskie i życie blisko natury

Ludzi tutaj, jak na lekarstwo, za to można spotkać konie huculskie. Pasą się spokojnie na łąkach, czasem podchodzą blisko, jakby wcale nie przejmowały się obecnością człowieka. To tutaj w Regietowie znajduje się największa stadnina tych koni w Europie, uściślając na terenie historycznej krainy Huculszczyzny. Konie z tej stadniny bywają prawdziwymi gwiazdami filmowymi. Zagrały w produkcjach takich jak: Ogniem i mieczem, Quo Vadis, czy 1920 Bitwa Warszawska.

Gdzie indziej widać krowy rozproszone po ogromnych, zielonych połaciach łąk albo odpoczywające sobie w cieniu drzew. W takim klimacie naprawdę można poczuć, że jesteśmy gdzieś daleko od wielkiego świata. Mam wrażenie, że życie ludzi w na tym terenie płynie w innym tempie. Żyją chyba też trochę prościej, nie spieszą się tak bardzo i nie mają tylu oczekiwań.

Drzewo na drodze nie pozwalające szybko przejechać, to dla mnie symbolika zatrzymania.

Mój mąż przygotowuje czasem trasę, biegnącą łagodniejszymi ścieżkami. Zdarza się, ze trafiają się nam również edukacyjne walory. Zabieramy ze sobą rikszę, koc, książki, jakiś prowiant i  znajdujemy chwilę na piknik. Tutaj papu, nawet we włoskim wydaniu. Burrata z pomidorami bawolimi od gospodarza. Zabrakło tylko bazylii. Pewnie gdybym była biegła w dzikich ziołach, to tuż obok koca znalazłabym pewnie jakiś lokalny zamiennik, ale nie jestem… Obyło się bez.

Rozczuliła mnie budka dla zdrożonych wędrowców. W środku było wszystko, co może się przydać. Jakieś słodycze, na zastrzyk energii, woda, podpaski, chusteczki, peleryny przeciwdeszczowe, ale też mapa, wskazówki turystyczne i bardzo ciekawa historia miejscowości Blechnarka.

Po drodze mieliśmy też okazję podziwiać żeremia i tamy bobrów. Choć może to wyglądać na pierwszy rzut oka, jak dewastacja lasu, to tak naprawdę jest wsparciem wilgotności dla drzew.

Historia Łemków i wielokulturowa Łemkowszczyzna

Łemkowszczyzna ma jednak coś jeszcze – swoją niezwykłą historię.

To ziemia Łemków, którzy przez wieki żyli tutaj blisko natury, swoich domów, cerkwi i wspólnoty. Mieli własny język, muzykę, tradycje, obrzędy, stroje i kuchnię. Ich życie było proste, podporządkowane rytmowi pór roku i pracy. Wiele z tego świata pozostało już tylko we wspomnieniach. W krajobrazie wciąż jednak można odnaleźć jego ślady.

Stare drewniane domy. Przydrożne kapliczki. Krzyże. Cmentarze. I przede wszystkim cerkwie – piękne, drewniane, często stojące samotnie wśród starodrzewia. To niezwykłe uczucie, kiedy jedziemy przez małą wieś i nagle widzimy cerkiew, a niedaleko od niej kościół. Przy jednej drodze stoi katolicka kapliczka, kawałek dalej prawosławny krzyż. Różne tradycje, różne wyznania, różne historie – a wszystko wpisane w jeden krajobraz.

Ta wielokulturowość jest tutaj bardzo namacalna.

Ale jest też druga strona tej historii.

Po II wojnie światowej Łemkowie zostali wysiedleni ze swoich rodzinnych stron. W 1947 roku, podczas akcji „Wisła”, całe rodziny musiały opuścić swoje domy. Zostawiali ziemię, gospodarstwa, sady, cerkwie i groby bliskich. Zostawiali miejsca, w których żyły ich rodziny od pokoleń.

I chyba dlatego dzisiejsza cisza Łemkowszczyzny ma w sobie coś szczególnego. Kiedy mijamy stary, drewniany dom, można zacząć się zastanawiać, kto kiedyś otwierał jego drzwi. Kto siedział wieczorem na ławce przed domem. Kto wypasał krowy na tych samych łąkach. Kto prowadził konia do pracy. Kto szedł ścieżką do cerkwi…i kto spoczywa w opuszczonym grobie na zarośniętym cmentarzu.

 

Cmentarze wojenne w Beskidzie Niskim

Historia tego miejsca sięga jeszcze dalej. Przez Beskid Niski przebiegał front I wojny światowej. W maju 1915 roku rozpoczęła się ofensywa gorlicka, w której starły się wojska austro-węgierskie i niemieckie z armią rosyjską. W tych spokojnych dzisiaj górach toczyły się ciężkie walki. Po obu stronach ginęli ludzie różnych narodowości – między innymi Polacy, Niemcy, Austriacy, Węgrzy, Czesi, Słowacy, Ukraińcy i Rosjanie. Pozostały po nich setki cmentarzy wojennych. Często są ukryte w lesie, na zboczu góry albo gdzieś na końcu polnej drogi. Niewielkie, ciche, czasem zupełnie niepozorne. Trzeba się zatrzymać, żeby je zauważyć.

 

Łemkowszczyzna – miejsce, do którego chce się wracać

I właśnie to zatrzymanie jest chyba najważniejsze, bo Łemkowszczyzny nie da się dobrze zobaczyć, jadąc szybko z punktu A do punktu B. Trzeba zwolnić i posłuchać jej szeptu. Zatrzymać się przy starej cerkwi. Usiąść na chwilę na ławce. Poczuć energię ludzi, którzy kiedyś tutaj żyli – i tych, którzy nie wrócili z wojny do swoich rodzin. Popatrzeć na krowy i konie huculskie pasące się na łąkach. Posłuchać piania koguta gdzieś w oddali. Przejść kawałek polną drogą. Zajrzeć do małej kapliczki.

I wtedy ten krajobraz zaczyna opowiadać własne historie. O ludziach, których już tutaj nie ma. O ich domach, zwyczajach i codziennym życiu. O wojnie. O wielokulturowej przeszłości tego miejsca. A czasem także o czymś znacznie prostszym – o tym, jak niewiele potrzeba, żeby poczuć prawdziwy spokój.

 

 

Dziękuję, ze tutaj jesteś.

Do następnego razu.

 

Ania

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *