Dla mnie Jura Krakowsko-Częstochowska to przede wszystkim rowery. Odwiedzaliśmy ją rodzinnie tyle razy, że kojarzy mi się głównie z pedałowaniem między wapiennymi ostańcami. Tym razem jednak przyjechałam tu z moimi jogowymi czarownicami na sabat.
Oj, działo się, działo!
To nie były kolejne warsztaty wyjazdowe. To był po prostu kobiecy weekend wypełniony śmiechem, dobrym humorem, ale też poważnymi życiowymi rozkminami – przy ognisku, podczas spacerów i wspólnych posiłków. Każda z nas przygotowała coś dla pozostałych. Były więc karty rozwojowe, masaże, śpiewy, joga, koncert gongów i wszystko to, co lubią współczesne czarownice.
W sumie wyszły nam z tego całkiem niezłe warsztaty rozwojowe, choć nikt ich nie planował. Było dużo relaksu, zabawy, wzruszeń i rozmów do późna, przy kieliszku owocowego napoju.
Co ciekawe, wielokrotnie zadziewała się między nami synchroniczność różnych zdarzeń, sytuacji, myśli i słów. W sumie nie powinnam się dziwić – zacne z nas czarownice. Myślę jednak, że swoje zrobiło również miejsce.

Dolinkę Lgotka odkryłam dwa lata temu, kiedy szukałam noclegu z dala od zgiełku. Potrzebowałam ciszy i spokoju. Już wtedy powiedziałam właścicielce, pani Reni, że kiedyś przyjadę tutaj z moimi joginkami. Sama nie wiem dlaczego, ale od początku czułam, że jest w tym miejscu coś wyjątkowego – jak sądzę sąsiedztwo Góry Zborów.
Jedna z lokalnych legend głosi, że nazwa Góry Zborów pochodzi od zborów, czyli zgromadzeń czarownic odbywających się na szczycie. To właśnie tutaj miały zbierać się wiedźmy przed nocnym lotem na Łysą Górę, gdzie odbywały się sabaty. W księżycowe noce podobno można było dostrzec migoczące światła i usłyszeć tajemnicze szepty dochodzące spomiędzy skał. Legenda ta przez wieki pobudzała wyobraźnię mieszkańców Jury i do dziś dodaje temu miejscu odrobiny magii. Czy legenda jest prawdziwa? Tego nie wie nikt. Jednak stojąc o zachodzie słońca pośród wapiennych ostańców i wsłuchując się w wiatr szumiący między skałami, łatwo zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj rodziły się takie opowieści
Górę Zborów (462 m n.p.m.), w dawnych źródłach spotkać można również pod nazwą Berkowa Góra. Jest ona jednym z najbardziej rozpoznawalnych wzniesień Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Wraz z pobliskim Kołoczkiem tworzy rezerwat przyrody utworzony w 1957 roku dla ochrony unikalnych wapiennych ostańców, form krasowych i cennej roślinności. Ze szczytu rozciąga się jedna z najpiękniejszych panoram Jury – przy dobrej pogodzie można dostrzec okolice Ogrodzieńca, Morska, Bobolic i Mirowa.
To miejsce zachwyca niezwykłymi skałami, które przez tysiące lat przybierały fantazyjne kształty. Wśród nich znajdują się formacje noszące nazwy: Młynarz, Wielbłąd, Kruk, Zakonnica, Baba, Samotna Dziewica, Mały i Wielki Dziad.


Na Górę Zborów można wejść jednym z odcinków Szlaku Orlich Gniazd lub rozpocząć spacer z parkingu przy Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury w Podlesicach. Beskidzkie czarownice wybrały wariant drugi. Dojście do Góry Zborów zajmuje około 20 minut spokojnym marszem. Parking jest bezpłatny, a dodatkowo można tutaj kupić bilety wstępu do rezerwatu oraz do Jaskini Głębokiej.
Jaskinia Głęboka – podziemny świat Jury
U podnóża Góry Zborów znajduje się Jaskinia Głęboka – jedyna udostępniona turystycznie jaskinia w północnej części Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jej długość wynosi około 190 metrów, a różnica wysokości pomiędzy najniższym i najwyższym punktem przekracza 22 metry.
Jaskinia powstała w wyniku procesów krasowych zachodzących w wapieniach jurajskich. Zwiedzając ją, możesz zobaczyć korytarze, szczeliny skalne i ślady działalności dawnych wód podziemnych. Szczególną atrakcją jest możliwość poznania świata nietoperzy – nocków i podkowców, które wykorzystują jaskinię jako schronienie. Jest stosunkowo młodą jaskinią, więc nie zobaczysz metrowych stalaktytów, wręcz przeciwnie bardzo małe formy. Szacuje się jej wiek na ok. 150 tyś lat. Znane dziś wejście do jaskini zostało odsłonięte w 1942 roku podczas eksploatacji wapienia. Prace kamieniołomu odsłoniły i częściowo zniszczyły środkową część jaskini, zmieniając jej pierwotny wygląd. Późniejsze wydobycie kalcytu doprowadziło do zniszczenia znacznej części szaty naciekowej. Dlatego obecnie możesz obejrzeć jaskinię, która zachowała naturalne pochodzenie, ale została silnie zdegradowana działalnością człowieka. Mimo tego jest uznawana za jedno z najcenniejszych stanowisk geologicznych na całej Jurze.
Dla wielu, wejście do jaskini, czy kopalni, wiąże się z lekkim dyskomfortem. Kiedy zaczynasz schodzisz coraz głębiej pod ziemię, to twój umysł może zacząć projektować różne lęki. Może klaustrofobie, a może jakaś inna fobię, może ciemność?
Tym razem przewodnik, na głębokości 22 m zgasił światło. Głęboka czerń spowiła moje oczy. Moje myśli zatrzymały się w momencie. Niesamowite doznanie. To była tylko chwila, ale przypuszczam, że gdyby tak pozostać w ciemności na dłużej, to z pewnością pojawiłyby się ciekawe wglądy. Widziałam gdzieś na fb takie warsztaty w ciemności. Uczestnicy pozostawali w ciemności prze cały weekend. Prawdopodobnie też bez żadnych dźwięków. Posiłki zdaje się spożywali z noktowizorem. Mogę sobie wyobrazić, jak mocne doznania pojawiają się w takim stanie. Hmm, może kiedyś?



Okolice Góry Zborów od wieków pobudzały wyobraźnię mieszkańców i wędrowców. Wapienne skały o niezwykłych kształtach oraz tajemnicze otwory prowadzące do jaskiń budziły respekt i stawały się źródłem licznych legend. W lokalnych opowieściach groty były miejscem ukrytych skarbów, schronieniem zbójników, a nawet przejściem do podziemnego świata. Według przekazywanych z pokolenia na pokolenie historii w jurajskich jaskiniach znajdowali schronienie ludzie uciekający przed wojnami, najazdami i prześladowaniami religijnymi. Dzięki takim opowieściom Góra Zborów i Jaskinia Głęboka do dziś zachowują aurę tajemnicy, która przyciąga nie tylko miłośników przyrody, ale także osoby zafascynowane historią i lokalnym folklorem.



Możesz przygotować sobie trasy turystyczne na wielogodzinne wycieczki, podążając w kierunku np. Bobolic i Mirowa, ale możesz też tak jak my pospacerować po Rezerwacie Góry Zborów zachwycając się każdym napotkanym ostańcem skalnym.
Po drodze jakieś jedzonko. Znalazłam Knajpę przy sklepie wspinaczkowym Trafo Basse Camp. Fajny, luźny klimat. Menu zmienia się codziennie. Zawsze jest zupa, coś dla wegetarian i mięsnych. Polecam.
Weekend bardzo udany. Choć pogoda zapowiadała się bardzo deszczowo, to okazało się, że w piątek udało nam się zapalić ogień, a w sobotę w pięknym słońcu podziwiać uroki Jury.
Ot, taki nadzwyczaj czarowny klimat.
W niedzielę Lgotka odrobinę zapłakała za nami…

O czym będzie następny wpis?
O rowerach…może Góry Jesenik, kto wie?
Dziękuję, że tutaj jesteś.
Z miłością
Anja
No responses yet