Dziś taka zwyczajna historia.

Opowiastka o ludzkiej życzliwości i starych, sentymentalnych rękawiczkach.

Kilka dni, temu umówiłam się z moją córką na babski wypad na miasto. Zaparkowałam samochód na ul Krasińskiego i udałam się do fajnej knajpki na bielskim Rynku. Było to późne popołudnie i dosyć mroźny dzień. Poczułam chłód na dłoniach, ale też zauważyłam, że chyba zapomniałam rękawiczki w samochodzie, bądź w biurze. Nic to, pomyślałam i włożyłam dłonie do kieszeni kurtki. Jedną do własnej, drugą do kieszeni córki 🫶

Spędziłyśmy z Emilką miły wieczór, po czym wróciłam do swojego samochodu.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy na masce samochodu, zobaczyłam moje rękawiczki 🤔

Okazało się, że musiały mi wypaść tuż obok samochodu i co ważniejsze, znalazła się w międzyczasie jakaś cudowna dusza, która je podniosła i położyła na masce 🌿💚🍀

I nie chodzi tutaj o te rękawiczki, nie były od Louis Vuitton, chodź przyznam, że mają wartość niezwykle sentymentalną.

Mega stare, ale wciąż piękne, no i z historią. Kiedyś, w czasach, kiedy perfumeria Douglas miała jeszcze siedzibę na ul. Stojałowskiego 🤪, poszłyśmy do niej z koleżanką na darmowy makijaż. Wizażystka zrobiła nam makijaż kosmetykami, na które nie było nas wtedy stać. Było to sobotnie południe, a my chciałyśmy błyszczeć, więc zażyczyłyśmy sobie pełny, wieczorowy makijaż 🤣. W tej luksusowej odsłonie paradowałyśmy po ulicach miasta. Poszłyśmy gdzieś na kawę i ciastko, ale czując się prestiżowo weszłyśmy również do pewnego butiku na Placu WP – którego dziś oczywiście już od dawna nie ma i postanowiłyśmy sobie kupić coś luksusowego. Koleżanka wybrała boską bieliznę, a ja właśnie te niezwykłe rękawiczki, wykonane z pięknej miękkiej, brązowej skóry. Zabuliłyśmy za te zakupy majątek, ale postanowiłyśmy wtedy zrobić coś szalonego, więc cóż, młodość…

To właśnie te rękawiczki zgubiłam kilka dni temu, ale sentyment sentymentem. Już od dawna nie przywiązuje się do przedmiotów.

To o co chodzi w tej przydługiej historii, to raczej wdzięczność, którą poczułam do tej osoby, która miała ochotę pochylić się i podnieść je.

To nic wielkiego, ale z drugiej strony niezwykle piękny gest.

Możesz w ciągu dnia zauważyć mnóstwo takich sytuacji i nie muszą to być jakieś spektakularne akty. Raczej przebłyski cudów w zwykłej codzienności. Zauważenie drobnych chwil radości, za które możemy być wdzięczne.

Masz ich całe mnóstwo i wiesz, że możesz za wszystko dziękować.

Kiedy zaczynasz praktykować wdzięczność, zaczynasz czuć to w ciele. To przestaje być słowem podziękowania z głowy, ale rozpoczyna zaawansowaną reakcję w ciele, rozbudzając żar i koherencję serca.

Spróbuj.

Warto 🍀💚🌿

 

Kilka miesięcy temu, wspomniałam o tym również na moim blogu:

O co chodzi z tymi glimmerami.

Zerknij tam również 🫶

 

Z miłością

Anja

Comments are closed